Air Jordan 11: Crème de la Crème

2016-05-31 20:34:27


Po nieudanym finiszu sezonu 1994-95 i porażce w półfinale Konferencji Wschodniej z Orlando Magic, coraz więcej rywali, ekspertów i fanów koszykówki utwierdzało się w przekonaniu, że to już nie jest ten sam Michael Jordan. Zostawił NBA będąc u szczytu swoich możliwości, po zdobyciu trzech tytułów mistrzowskich, a dwa lata później powrócił wolniejszy, nieskuteczny i bez tej niesamowitej pewności siebie, charakteryzującej najlepszego zawodnika w historii ligi. Jednak ci, którzy znali MJ’a bliżej, wiedzieli, że nic nie działa na niego lepiej niż krytyka i wątpienie w jego możliwości. Lato 1995 zapowiadało się pracowicie…


Przerwę między rozgrywkami Mike miał już zaplanowaną od dawna. Wytwórnia filmowa Warner Bros wyłożyła grube miliony na produkcję filmu, w którym obok MJ’a miały się pojawić postacie z kreskówek Looney Tunes na czele z Królikiem Bugs'em, komik Bill Murray oraz gwiazdy NBA. Po porażce z Orlando Jordan postawił jednak jeden dodatkowy warunek: każdą przerwę w trakcie ośmiotygodniowego planu zdjęciowego chciał spędzać na przygotowaniach do nowego sezonu. Życzenie zostało spełnione z nawiązką. Na parkingu obok studia filmowego postawiono halę sportową z dodatkowymi udogodnieniami – klimatyzacją, siłownią, systemem hi-fi oraz… stolikiem do gry w karty. W porze lunchu ćwiczył więc indywidualnie, a wieczorami rozgrywał mecze 5 na 5.


Pojawiali się na nich regularnie: Reggie Miller, Charles Oakley, Eddie Jones, Chris Mills, Tim Hardaway, Dennis Rodman, Lamond Murray, Reggie Theus, Juwan Howard, Larry Johnson, Rod Strickland, Grant Hill i zawodnicy lokalnego Uniwersytetu Kalifornijskiego (UCLA). Nie były to zwykłe letnie gierki, wszyscy grali na stuprocentowym zaangażowaniu i rywalizowali ze sobą tak jak miało to miejsce w trakcie sezonu. Wg Jordan'a, mógł liczyć na komplet co wieczór, gdyż wszyscy chcieli go podpatrywać, uczyć się jego gry, a jednocześnie sprawdzać na bieżąco, w jakiej jest dyspozycji przed sezonem. Nie spodziewali się jednak, że o to samo chodziło gospodarzowi. Zapraszał ich, żeby się z nimi mierzyć, odzyskać utraconą pewność siebie, wrócić do swojego poziomu sprzed „emerytury”, a nawet pójść o krok dalej.


Po porażce z Magic, Bulls potrzebowali zmian w składzie, potrzebowali wzmocnień. Drużynę opuścił m.in. B.J. Armstrong, a dołączyli debiutant Jason Caffey oraz weterani: Randy Brown, James Edwards, Steve Kerr, John Salley oraz przede wszystkim Dennis Rodman. Po odejściu Horace’a Granta do Orlando, najbardziej brakowało im silnego i sprawnego skrzydłowego, który zapełniłby lukę pod koszem. Najlepszym kandydatem okazał się być właśnie Rodman. Zawodnik o trudnym charakterze, ale potrafiący zbierać i bronić jak mało który zawodnik na jego pozycji. Chicago oddało do San Antonio Spurs Will'a Perdue, a zyskało w zamian, jak się potem okazało, idealne uzupełnienie mistrzowskiej układanki. MJ zauważył później istotną różnicę pomiędzy Dennis'em i Horace'm, stwierdzając, że Grant nie radził sobie z presją w kluczowych momentach meczów i że z nim w składzie Bulls nie zdobyliby kolejnych trzech tytułów z rzędu.


Nieudany epizod z baseball'em i daleki od wymarzonego powrót z „emerytury” sprawiły, że Jordan zmienił swoje podejście do gry i do partnerów z zespołu. Zawsze wyznawał zasadę, że im ciężej trenujesz, tym łatwiej ci się gra w meczach i lepiej się w trakcie nich prezentujesz. Dlatego też przed swoim rozbratem z koszykówką był bezwzględny dla swoich kolegów, twierdząc że przykładają się niewystarczająco lub wkładają za mało wysiłku w swoją pracę. Uważał, że skoro on bez problemu wykonuje jakieś ćwiczenie lub element zagrywki, to reszta powinna robić to z taką samą łatwością. Dopiero po powrocie zrozumiał, że to dzięki wrodzonemu talentowi wszystko przychodziło mu tak łatwo.


Indywidualnie Michael zaliczył jeden z najlepszych sezonów w karierze. Rozegrał wszystkie 82 mecze, notując średnio 30.4 punktu przy skuteczności 50% z gry i 43% zza linii 7.24 m. Do tego dokładał 6.6 zbiórki, 4.3 asysty i 2.2 przechwytu. Znów dominował, zgarnął ósmą koronę króla strzelców, oraz tercet nagród MVP – za Mecz Gwiazd, za rozgrywki zasadnicze i wreszcie za finały. Który to już raz utarł nosa niedowiarkom? Całości dopełnił spektakularny sezon Chicago Bulls. Zdobyli czwarty tytuł mistrzowski, ustanawiając przy okazji rekord wszechczasów i wygrywając 72 spośród 82 meczów sezonu regularnego! Zakończyli go bilansem 87-13 wliczając w to jeszcze playoff'y. Żaden inny zespół w historii sportów drużynowych nie był w stanie zdominować swoich rozgrywek zawodowych w taki sposób.


Wszyscy ze środowiska Jordan'a przeczuwali, że ten pierwszy po powrocie, pełny sezon może być wyjątkowy. Tinker'owi Hatfield'owi także zależało, żeby jedenasty model z serii Air Jordan udźwignął rangę sytuacji i godnie towarzyszył MJ’owi w trakcie rozgrywek. O ile inspirację w tym wypadku skarpetą można sobie wyobrazić bez problemu, o tyle chyba tylko sam Tinker byłby w stanie racjonalnie wytłumaczyć natchnienie, jakie znalazł również w… kosiarce do trawy! Wykonana z połączenia nylonu i lakierowanej skóry cholewka do złudzenia przypominała buty noszone przez amerykańskich gangsterów w czasie prohibicji. Było to jak zwykle w przypadku Jordan'ów mieszanka unikalna i nowatorska. Po raz pierwszy bowiem w historii użyto skóry lakierowanej do produkcji butów sportowych. W wykonanej z superlekkiego Phylon'u podeszwie umieszczono na całej jej długości jednostkę systemu Air oraz kolejną nowinkę, wykonaną z włókna węglowego płytę wspierającą i chroniącą stopę. Otrzymano w ten sposób rewolucyjny but do koszykówki, który okazał się najlżejszym w dotychczasowej historii serii, a dzięki idealnemu dopasowaniu do stopy również jednym z najbardziej wygodnych.


Jordan'y nigdy nie były zwyczajnymi butami i zawsze sprawiały, że oczy otwierały się szeroko, podobnie zresztą jak usta. Ale reakcje na widok AJ 11 odbiegały daleko od standardowych. Ciekawość wzbudziły już wtedy, gdy MJ zagrał w nich w serii przeciwko Orlando, czyli jeszcze na długo przed premierą. Słynna reklama z wsadem do kosza zawieszonego na wysokości 30 metrów dorzuciła porcję ciarek na plecach. Air Jordan 11 zmieniły już na zawsze grę, jaką bez wątpienia stały się buty do koszykówki i wywodząca się od nich kultura kolekcjonowania sneaker'ów. Kiedy w końcu jesienią ’95 oficjalnie trafiły na półki sklepów, ludzie oszaleli. Gigantyczne kolejki, które niejednokrotnie kończyły się zamieszkami, to przedsmak tego, czego można było się spodziewać przy okazji kolejnych edycjach „Jedenastek”. Łatwo jednak dzięki temu zrozumieć, dlaczego to właśnie AJ 11 wygrywają dziś liczne plebiscyty na najlepsze, najpopularniejsze, czy też najbardziej pożądane buty wszechczasów. Prawdopodobnie również z tego samego powodu jest to jeden z najchętniej i najczęściej podrabianych modeli na rynku.


CIEKAWOSTKI

Air Jordan 11 ukazały się w pięciu oryginalnych kolorystykach: Concord (biało-czarne), Columbia (białe), Playoff (czarno-czerwono-białe), Space Jam (czarno-białe) i Cool Grey (szaro-białe). Każda z nich cieszyła się ogromnym zainteresowaniem.


Kiedy „Jedenastki” ujrzały światło dzienne, MJ stwierdził, że są na tyle eleganckie, iż pewnego dnia ktoś założy je do smokingu. Zaledwie kilka miesięcy później podczas jednego ze swoich koncertów dokładnie tak zrobił zespół Boyz II Men. Dziś nie budzi już to nawet zdziwienia.


Nie czekając na oficjalną premierę (jesień ’95) Jordan postanowił założyć AJ 11 już w półfinałach Konferencji Wschodniej (sezon 94-95) przeciwko Orlando Magic. Nie dość, że Bulls je przegrali, to kolorystyka „Concord” kłóciła się z polityką NBA odnośnie jednolitych kolorów obuwia zespołu. MJ musiał więc, tak jak za w sezonie debiutanckim, płacić karę. Tym razem była już ona jednak wyższa i wynosiła 5000 $. W trzecim meczu serii podporządkował się już przepisom. Nie mając jednak jeszcze czarnych AJ 11 zagrał w Nike Air Flight 1 będących modelem sygnowanym przez Penny’ego Hardaway'a. W kolejnych meczach zagrał już w czarnej wersji „Jedenastek”, znanej z filmu „Space Jam”.


Swój czwarty tytuł zdobył w bardzo wyjątkowy dla siebie dzień, Dzień Ojca. Po stracie taty trzy lata wcześniej, był to dla Jordan'a moment bardzo symboliczny i pełen emocji. Do dziś można znaleźć w internecie obrazki przedstawiające MJ’a leżącego w szatni i samotnie przeżywającego sukces.


ZALETY: Przezroczysta podeszwa zewnętrzna zapewnia niesamowitą trakcję. Miękka i dość wąska cholewka powodują, że dobrze zasznurowany but świetnie dopasowuje się do stopy. Duży komfort w okolicach Achillesa i stawu skokowego. Bardzo dobra amortyzacja dzięki zastosowanej na całej długości buta jednostki powietrznej Air. Wykonana z włókna węglowego tzw. shank plate ma trzy funkcje: usztywniając środkową część podeszwy chroni śródstopie przed urazami, amortyzuje lądowanie rozprowadzając równomiernie siłę uderzeniową, a po zgięciu powraca do swojego pierwotnego kształtu, oddając energię i pomagając tym samym szybciej reagować.


WADY: Wykonana głównie z nylonu cholewka, a zwłaszcza jej górna część, nie posiada dostatecznej sztywności, żeby zapewnić odpowiednie wsparcie dla stawu skokowego. O wiele lepiej wypadają tu wersje „Columbia” i „Cool Grey”, które wykonane zostały w 100% ze skóry.


PODSUMOWANIE: Pod względem wygody i dopasowania, uważam „Jedenastki” za najlepsze spośród dotychczas opisywanych butów z serii Air Jordan. Nie jest to jednak mimo wszystko model dedykowany młodym adeptom basketu, którzy są fanami ultralekkich, syntetycznych butów w stylu Hyperfuse. Jestem jednak przekonany, że da on jeszcze sporo radości tym, którzy dorastali w latach 90-tych i tęsknią za tym okresem, tak samo jak za MJ’em i otaczającą go magią. Polecam przede wszystkim obrońcom i skrzydłowym.


Tekst: Michał Beta
Foto: Aleksandra Graff


Sprawdźcie ofertę Air Jordan 11 w naszym sklepie!!










Źródło: nba.com

Pozostałe informacje

Air Jordan 14: Last Shot

Sezon 1997-98 wypełniały dyskusje i pytania dotyczące przyszłości Michael'a Jordan'a, Scottie'go Pip...

2016-05-31 20:45:42 Więcej...

Air Jordan 13: Black Cat

Zarówno liczba 13, jak i czarny kot uznawane są powszechnie za symbole pecha, bądź też zbliżającego...

2016-05-31 20:39:35 Więcej...

Air Jordan 12: Sun Is Still Rising

Nie ulega wątpliwości, że sezon 1995-96 trzeba prawdopodobnie uznać za najlepszy w historii. Zarówno...

2016-05-31 20:34:02 Więcej...

Air Jordan 10: I'm Back!

Nie potrafię opisać słowami pustki, jaką czułem po przejściu Michael'a Jordan'a na emeryturę tuż po...

2016-05-31 15:05:20 Więcej...