Air Jordan 3: It's Gotta Be The Shoes!

2016-05-31 13:20:26


Mówi się, że nieszczęścia chodzą parami, ale mniej znane powiedzenie głosi z kolei, że najlepsze rzeczy chodzą trójkami. Natomiast zgodnie z łacińskim przysłowiem, wszystko, co złożone z trzech jest doskonałe. Nieszczęścia odrzucamy więc na bok, a skupiamy się na pozytywach. Trzeci model z serii sygnowanej nazwiskiem prawdopodobnie najlepszego zawodnika w historii wzbudza tylko takie uczucia i wiąże się niemal wyłącznie z sukcesami.


Michael Jordan nie był do końca zadowolony z dwóch pierwszych „odcinków” serii pt. Air Jordan. Twórca AJ 2 Bruce Kilgore został odsunięty od projektu, a współautor „Jedynek” Peter Moore zmienił pracodawcę na adidasa. Pamiętając o sentymencie MJ’a do popularnych trzech pasków próbował go pociągnąć za sobą. I znów, podobnie jak na początku zawodowej kariery, Mike był dosłownie o włos od podpisania umowy z niemieckim koncernem Adi Dassler'a. Na szczęście dla Nike i dla nas wszystkich, nowym projektantem linii Air Jordan został nikomu nieznany Tinker Hatfield, były architekt a w czasach szkolnych zdolny lekkoatleta. To głównie ojcu Jordan'a i jemu przypisuje się zasługi za pozostanie MJ’a w Nike. Wg pomysłu Tinkera, buty „Jego Powietrzności” powinny uosabiać jego boiskowe i charakterologiczne cechy oraz jak najlepiej spełniać jego potrzeby związane ze stylem gry. Hatfield postanowił więc zaprosić Michael'a do czynnego udziału w tworzeniu AJ 3, kontynuując to w kolejnych latach i wprowadzając tym samym nowe standardy w projektowaniu obuwia sportowego.


Efektem tej współpracy okazał się być najnowocześniejszy, najbardziej zaawansowany technologicznie i najbardziej elegancki but do koszykówki jaki do tamtej pory powstał. Praktycznie każdy szczegół Air Jordan 3 był rewolucyjny i sprawił, że „Trójki” stały się wyznacznikiem komfortu, jakości i oryginalności, czyli najważniejszych cech poszukiwanych w obuwiu przez koszykarzy.
Logo ze skrzydłami i piłką zastąpione zostało znanym chyba dziś wszystkim Jumpman'em, czyli sylwetką szybującego do wsadu MJ’a. Znalazło się ono na języku buta i od tej pory stało się oficjalnym logo marki. AJ 3 był pierwszym modelem z serii, w którym odsłonięto znajdującą się pod piętą jednostkę amortyzującą Air. Nowatorska, nigdy wcześniej niespotykana, wysokość cholewki „mid” zapewniała praktycznie tak dobrą ochronę stawów skokowych jak „high”, ale jednocześnie pozwalała na zbliżoną mobilność do wersji „low” oraz obniżała wagę buta. Wysokiej jakości maszynowo zmiękczana pełnoziarnista skóra gwarantowała, że obuwie nie będzie sztywne i możliwe będzie rozegranie w nim meczu bez konieczności tzw. rozbicia i bolesnych konsekwencji w postaci odcisków. Było to szalenie istotne, biorąc pod uwagę fakt, że MJ miał w zwyczaju rozgrywać każdy mecz w nowej parze Jordan'ów… Ostatnią, ale chyba najbardziej charakterystycznym elementem „Trójek” był tzw. „elephant print”, czyli skórzane elementy imitujące skórę słonia znajdujące się na noskach butów i wokół pięt. Dodały butom elegancji, którą można było porównać ze sposobem poruszania się Michael'a po parkiecie.


Same buty i postać MJ’a to nie wszystko. Kto bowiem wie, jak potoczyłaby się ta historia, gdyby nie postać pewnego praktycznie anonimowego wówczas, czarnoskórego reżysera kina niezależnego. Shelton Jackson Lee, znany szerzej jako Spike Lee wzbudził zainteresowanie włodarzy Nike swoim niskobudżetowym fimem „She’s Gotta Have It”, a właściwie odtwarzaną przez siebie samego rolą. Mars Blackmon, bo tak nazywał się ów bohater, to nowojorski posłaniec rowerowy, zakochany w koszykówce i… jakżeby inaczej, w Jordan'ach. Spike był wielkim fanem New York Knicks, ale jednocześnie był pod ogromnym wrażeniem talentu MJ’a. Kiedy otrzymał propozycję współpracy przy kampanii promocyjnej Air Jordan, zgodził się bez wahania, a stworzone przez niego dowcipne reklamy stały się kultowymi i uważane są do dzisiaj za jedne z najlepszych w historii.


Pora wreszcie na sukcesy sportowe związane z „Trójkami”, pośród których zabrakło tak naprawdę tylko jednego, aczkolwiek najcenniejszego bo mistrzostwa NBA. Rozgrywając w AJ 3 swój czwarty zawodowy sezon Jordan osiągnął tyle, ile większość koszykarzy nie była w stanie w trakcie trwania całej kariery. Polowanie na trofea rozpoczęło się od Meczu Gwiazd rozgrywanego tym razem przed własną publicznością w Chicago. Najpierw, w sobotę, w jednym z najlepszych w historii konkursie wsadów pokonał swojego największego rywala w tej konkurencji, czyli Dominique’a Wilkins'a z Atlanta Hawks. Natomiast w niedzielę poprowadził Wschód do zwycięstwa w starciu z prowadzonym przez Magic'a Johnson'a Zachodem. Za swój zapierający dech w piersiach występ (40 punktów, 17/23 z gry, 8 zbiórek, 3 asysty, 4 przechwyty i 4 bloki w zaledwie 29 minut!) nagrodzony został statuetką MVP.


Największy splendor spłynął jednak po zakończeniu sezonu. Ze średnią 35. punktów na mecz po raz kolejny zwyciężył w klasyfikacji strzelców. Dokładając do tego 5.5 zbiórki, 5.9 asysty, 3.2 przechwytu oraz 1.6 bloku udowodnił wszystkim wątpiącym w jego umiejętności, jak bardzo wszechstronnym jest zawodnikiem. Pokazał, że jego niesamowity talent to nie tylko atak i że jest w stanie grać z taką samą intensywnością po obu stronach parkietu. Decydując o wyniku meczu seryjnie zdobywanymi punktami, ale także kryjąc najlepszych zawodników drużyny przeciwnej. Niewiarygodne statystyki połączone z progresem wyników zespołu dały Jordan'owi pierwszą w jego karierze nagrodę MVP sezonu oraz wybór do pierwszej piątki sezonu zasadniczego. Niejako na potwierdzenie jego wszechstronności, uhonorowany został tytułem najlepszego defensora sezonu i znalazł się także w piątce najlepszych obrońców. Jak to często w karierze Jordan'a się zdarzało, miała tu miejsce sytuacja bez precedensu. Ponieważ jako pierwszego zawodnika w historii NBA okrzyknięto go jednocześnie najlepszym zawodnikiem oraz najlepszym obrońcą ligi.


Wielce prawdopodobne jest, że ani Phil Knight (ówczesny prezes zarządu Nike), ani Tinker Hatfield, ani sam MJ nie przypuszczali, że Air Jordan nr 3 stanie się pozycją kultową. Wybieraną przez fanów i kolekcjonerów jako najlepszy i najbardziej istotny model z całej serii. Model tak popularny i pożądany, że jego wydania retro, bez względu na kolorystykę, rozchodzą się jak świeże bułeczki i nawet pomimo upływu lat, nadal przyciągają wzrok przechodniów mijających na ulicy szczęśliwego posiadacza „Trójek”.


ZALETY: Jedyny pozytywny aspekt, o jakim możemy wspomnieć po grze w AJ 3 w wersji retro, to ich trwałość.


WADY: Stosunkowo słaba przyczepność. Pomimo użytych dwóch jednostek Air (pod piętą i śródstopiem), wykonana z poliuretanu podeszwa jest na tyle twarda i sztywna, że nie daje zbyt wiele przyjemności z gry.


PODSUMOWANIE: Polecany dla graczy obwodowych, ale tylko pod warunkiem, że chcecie błysnąć na boisku tym, co macie na nogach. W każdym innym wypadku wybierzcie po prostu coś wygodniejszego, bo dzisiaj Air Jordan 3 są już tylko ozdobą i dają wam +10 do stylu.


Tekst: Michał Beta
Foto: Aleksandra Graff


Sprawdźcie ofertę Air Jordan 3 w naszym sklepie!!






Źródło: nba.com

Pozostałe informacje

Święta tuż-tuż!

Zobacz propozycje prezentów pod choinkę!

2019-12-06 14:25:12 Więcej...

Listopad pod znakiem SALE!

Obniżki nawet o -60%!

2019-11-15 15:27:44 Więcej...

Warsaw w obiektywie SK!

Zobacz fotki z najnowszego lookbook'a!

2019-11-14 14:47:23 Więcej...

Black Friday 2019!

Końcowe odliczanie... czas start!

2019-10-30 15:29:42 Więcej...