Czarna Mamba!

2020-08-26 08:16:15

Heroes come and go but Legends are forever” –  tak moglibyśmy w skrócie opisać historię jednego z najlepszych koszykarzy na świecie. Na szczęście życie tego zawodnika odcisnęło piętno na tak wielu osobach, że byłoby aż grzechem zamknąć ten #SKSpot w jednym cytacie. Dzisiejszy artykuł rozpoczyna obchodzony przez ekipę SK Mamba Week, którego bohaterem jest oczywiście jedyny, niepowtarzalny i niezastąpiony Kobe Bryant.

 

 

    Kobe Bean Bryant urodził się 23 sierpnia 1978 roku w Filadelfii. Jego pierwsze imię pochodzi od nazwy światowej klasy japońskiej wołowiny Kobe, którą zainteresowali się rodzice Bryanta, natomiast drugie imię legendy Lakers to zdrobnienie pseudonimu jego ojca (Jellybean). Jako syn zawodowego koszykarza z ligi NBA, Kobego ciągnęło do koszykówki już od najmłodszych lat. Pierwsze kroki na koszykarskim parkiecie postawił on już w wieku trzech lat. Jego ulubioną drużyną od zawsze byli Los Angeles Lakers, a pierwszym bohaterem obok jego ojca był Earvin Magic Johnson, ówczesna gwiazda „jeziorowców”.  Niedługo po szóstych urodzinach Kobego, rodzina Bryantów przeprowadziła się do Włoch gdzie Joe Bryant otrzymał ofertę zawodowej gry w koszykówkę. Kariera w NBA mogła być zakończona, ale dzięki przeprowadzce za granicę, Kobe wciąż mógł dorastać w towarzystwie zawodowych koszykarzy, których młody Bryant spotykał podczas obserwowania swojego ojca.  

 

    Mieszkając kolejno w miejscowościach Reggio Calabria, Pistoia i Reggio Emilia, Kobe rozpoczął szlifowanie własnego talentu. Obok treningów koszykówki i doskonalenia języka włoskiego, Bryant zajmował się też śledzeniem ligi NBA – pomagała mu w tym babcia, która wysyłała mu pocztą mecze nagrane na kasety wideo. Kobe nie tylko doskonalił swoją grę, ale też przygotowywał się mentalnie do zawodowej kariery i uważnie studiował dyscyplinę jaką jest koszykówka. Wysokie koszykarskie IQ i wrodzony talent szybko uczyniły z Bryanta świetnego zawodnika. Koszykarski świat pełen jest opowieści, według których Kobe ogrywał ojca oraz jego kolegów z włoskich klubów na różnego rodzaju treningach i rozgrywkach. Jednocześnie, młoda „Czarna Mamba” wracała na czas wakacji do rodzimych USA, gdzie młody koszykarz grał w różnego rodzaju ligach letnich. Nabyte doświadczenie zarówno z amerykańskich, jak i europejskich parkietów zaczęło procentować niedługo po powrocie. Wtedy bowiem Kobe zaczynał dominować nad rówieśnikami swoim atletyzmem, a także wszechstronnymi umiejętnościami, które nabył podczas pobytu we Włoszech.

 

    Kobe Bryant zaczął pracować na własne nazwisko już od swojego pierwszego roku w Lower Merion High School na przedmieściach Filadelfii. Młody zawodnik został „starterem” szkolnej drużyny już w swoim pierwszym roku w barwach high schoolu – była to pierwsza taka sytuacja w historii tej szkoły od wielu lat. Mimo tego zaszczytu, jego drużyna nie poprawiła swoich osiągnięć i Aces wygrali wtedy zaledwie cztery mecze. Sytuacja zaczęła się poprawiać na drugim roku szkoły średniej. Kobe był wtedy zdolny grać na każdej z pięciu pozycji, zdobywał ponad 30 punktów na mecz i rok w rok zgarniał nagrody dla najlepszego zawodnika stanu Pensylwania. Tuż przed swoim seniorskim sezonem w Lower Merion, Kobe podjął decyzję o zgłoszeniu się do draftu NBA bezpośrednio po zakończeniu kariery w szkole średniej. Bryant nie chciał marnować czasu na uczelni, mimo iż jego wyniki w nauce i na koszykarskim boisku otworzyły mu drzwi do praktycznie każdego uniwersytetu w kraju. Podczas swojego finalnego sezonu w high schoolu, Bryant poprowadził drużynę Aces do pierwszego w historii szkoły tytułu stanowego. Kobe zdobył też wtedy punkt numer 2883 co uplasowało go na szczycie listy najlepiej punktujących zawodników w stanie Pensylwania – wyprzedził wtedy nawet samego Wilta Chamberlaina.

 

    Jeszcze przed rozpoczęciem zawodowej kariery, Bryant trafił na celownik obuwniczego łowcy talentów czyli Sonny’ego Vaccaro. Człowiek, który zwerbował niegdyś Michaela Jordana i jest jednym z ojców linii Air Jordan pracował od jakiegoś czasu dla firmy adidas. Tak się akurat składało, że niemiecka marka poszukiwała w tym czasie swojego „MJa”, czyli zawodnika, który stanie się twarzą marki i sprawi, że sprzedaż ich obuwia poszybuje w górę. Podczas gdy żadna z konkurencyjnych firm obuwniczych nie zawracała sobie głowy oferowaniem kontraktu chłopakowi ze szkoły średniej, Vaccaro od razu wykorzystał moment przejścia Bryanta na zawodowstwo i uczynił go twarzą adidas Basketball. Sam proces rekrutacyjny rozpoczął się jeszcze w 1995 roku na campie ABCD organizowanym przez niemiecką markę. Kobe został MVP turnieju rozgrywanego na tym campie. W międzyczasie, Bryant trafił też na workout do drużyny NBA Philadelphia 76ers, gdzie miał okazję grać  1 – 1 z Jerrym Stackhousem. Oba wydarzenia były tylko potwierdzeniem ogromnego talentu, jaki tkwił w tym siedemnastoletnim koszykarzu, a obecny na obu eventach Vaccaro nie potrzebował więcej zapewnień na temat swojego planu.

 

 

    Kobe Bryant został wybrany z 13 numerem draftu w roku 1996 przez Charlott Hornets, jednak jeszcze w trakcie ceremonii został wymieniony do swojego wymarzonego klubu – Los Angeles Lakers. Kolejnym po Sonnym Vaccaro weteranem wyławiania młodych talentów, którego oczarował perspektywiczny Bryant był Jerry West – była gwiazda i generalny manager ekipy z Los Angeles. Podczas jednego z około draftowych treningów, Bryant gościł w placówce treningowej Lakers i według Westa, Kobe przeszedł przez zawodowych koszykarzy z niezwykłą łatwością. Od tego momentu młody koszykarz stał się celem numer jeden – cel udało się zrealizować na szczęście zarówno dla Lakersów jak i dla kariery Kobego.

 

    Swój pierwszy sezon Bryant zaczął od rozgrywek Summer League, gdzie zdobywał średnio 24.5 punktu i 5.3 zbiórki na mecz. Kobe dominował na parkiecie udowadniając światu, że nie jest za młody na grę przeciwko zawodowcom. Mimo to, trener drużyny postanowił nie korzystać z usług Bryanta zbyt często i umieścił go w rotacji za Eddiem Jonesem i Nickiem Van Exelem. Kobe stał się wówczas najmłodszym zawodnikiem jaki zagrał w meczu NBA (18 lat i 72 dni). W dalszej części sezonu trener Del Harris nabierał do niego coraz więcej zaufania, w wyniku czego minuty Bryanta zaczęły rosnąć. W lutym 1997 roku Bryant wziął udział w meczu debiutantów a także wygrał konkurs wsadów stając się najmłodszym w historii triumfatorem Slam Dunk Contest. Już w swoim pierwszym sezonie, Bryant otrzymał szansę na grę o najwyższe laury –  jego LA Lakers dotarł do półfinałów konferencji gdzie zmierzyli się z późniejszym finalistą – Utah Jazz. W końcówce decydującego meczu serii, Bryant pozostał jedynym znaczącym zawodnikiem z jakiego mógł skorzystać trener Harris. Kobe czterokrotnie próbował uratować przegrywających Lakers – za każdym razem próba kończyła się „air ballem”. Jak wspomina Shaquille O’Neal „Pomimo tych niedolotów, tylko Kobe miał wtedy na tyle wielkie jaja żeby oddawać tak ważne rzuty”.

 

    W swoim drugim sezonie na zawodowych parkietach, Bryant został najmłodszym zawodnikiem wybranym do pierwszej piątki meczu gwiazd NBA. Jednocześnie, jego średnia punktowa podskoczyła z 7 do aż 15 punktów na mecz a sam Kobe był silnym kandydatem do zdobycia nagrody dla najlepszego zawodnika wchodzącego z ławki w lidze. Tym razem, Lakers weszli do finałów konferencji – tam jednak ponownie musieli uznać wyższość rywali z Salt Lake City, którzy pokonali ekipę z LA 4 – 0. Trzeci sezon Bryanta to wielka rewolucja jeśli chodzi o jego minuty w meczach. Kobe zdobył upragnione miejsce w pierwszej piątce Lakers i podpisał z nimi sześcioletni kontrakt wart 70 milionów dolarów. Skrócony przez lockout sezon wciąż jednak nie był tym czego można by się spodziewać po ekipie z Bryantem i O’Nealem w składzie, ponieważ Lakers znów odpadli w Playoffs. Tym razem pokonali ich przyszli mistrzowie z San Antonio.


    
    Na ratunek ekipie z Los Angeles przybył legendarny trener Chicago Bulls – Phil Jackson. Dzięki wprowadzeniu ofensywy trójkątów, Lakers w końcu odnaleźli swój rytm a Kobe i Shaq stali się siłą, która całkowicie zdominowała ligę na kolejne sezony. W czasie gdy Shaq zdobywał nagrody MVP Sezonu zasadniczego, Kobe stawał się absolutnym niszczycielem obrony przeciwnika, szczególnie w końcówkach ważnych spotkań. Ciągła praca nad samym sobą, nieskazitelna etyka zawodowa i chęć wygrywania przewyższająca nawet wszystkie „Jordanowskie” obsesje sprawiły, że Kobe stał się siłą nie do zatrzymania. Przeciwnicy często musieli stosować nieczyste zagrania aby zatrzymać rozpędzonego Bryanta. Tak uczynił m.in. Jalen Rose, który podłożył stopę pod opadającego po rzucie z wyskoku Kobego. W wyniku tego zdarzenia, Kobe skręcił kostkę i stracił dwa mecze w finałach w 2000 roku. Na nieszczęście Rose’a, Bryant powrócił i wykończył ekipę z Indiany dwoma dominującymi meczami. Lakers wygrali serię w sześciu meczach a Bryant zdobył swój pierwszy mistrzowski tytuł.

 

    Rok później ekipa z LA zwolniła tempo w trakcie sezonu regularnego, wygrywając 56 spotkań w tej fazie rozgrywek – 11 mniej niż w roku poprzednim. Aby udowodnić niedowiarkom, że to wciąż ta sama drużyna, Lakers przeszli przez Playoffs konferencji zachodniej bez przegranego meczu. Pierwsza i jedyna porażka tych PO miała miejsce podczas pierwszego meczu finałów, który LA przegrało po dogrywce. Następne cztery mecze okazały się jednak formalnością dzięki czemu w wieku 22 lat Kobe zdobył swój drugi tytuł mistrzowski. W sezonie 2001/02 Lakers polowali już na tzw. „three peat”, czyli trzeci kolejny tytuł z rzędu. W trakcie sezonu regularnego Kobe wywindował swoją formę strzelecką do niespotykanego dotąd poziomu – na jego koncie znalazł się m.in. 56 punktowy występ przeciwko Memphis Grizzlies. W trakcie całego sezonu Bryant zdobywał średnio 25.2 punktu i po 5.5 zbiórek i asyst na mecz. W trakcie meczu gwiazd rozgrywanego w domowej Filadelfii, Kobe zdobył tytuł MVP All Star Game. Faza Playoffs zaczęła się dla niego dość łatwo, ponieważ w seriach przeciwko Blazers i Spurs „Jeziorowcy” zaliczyli tylko jedną porażkę. Wszystko zmieniło się w finałach konferencji, gdzie do wyłonienia finalistów z zachodu było potrzebnych aż siedem spotkań. Ekipa Sacramento Kings postawiła obrońcom tytułu bardzo twarde warunki jednak mistrzowskie doświadczenie Lakersów pomogło im pokonać zarówno rywali z Kalifornii, jak i późniejszego przeciwnika z wielkiego finału NBA – New Jersey Nets. Można powiedzieć, że po zaciętym boju przeciwko Kings, Nets stanowili dla Bryanta i jego ekipy dużo mniejsze wyzwanie. Finały zakończyły się wynikiem 4 – 0 dla LA Lakers a Kobe został najmłodszym w historii posiadaczem trzech mistrzowskich tytułów ligi NBA.

 

    Lata 2003 – 2004 to początek komplikacji młodego koszykarza. Jako wielka gwiazda i najbardziej rozpoznawalna twarz ligi, Kobe stał się obiektem wielu medialnych dyskusji. Na dodatek relacje w drużynie zaczęły się psuć a „zamiatane pod dywan” problemy na linii Kobe – Shaq w końcu ujrzały światło dzienne. Aby odciąć się od wszelkich spekulacji, Kobe stworzył swoje alter ego  - Czarną Mambę. Nazwa inspirowana jest postacią z filmu Kill Bill. Postać Black Mamby miała pomóc Kobemu zostawić wszelkie problemy rodzinne i zawodowe w szatni. Mimo ciągłego szlifowania swojego talentu, Kobe nie dał rady doprowadzić swojej drużyny do mistrzowskiego tytułu na przestrzeni dwóch następnych sezonów. Rozgrywki 2002/03 zakończyły się na półfinałach konferencji przegranych 2 – 4 przeciwko San Antonio Spurs natomiast prawdziwa katastrofa przydarzyła się już rok później – faworyzowani w finałach NBA Lakers przegrali w pięciu meczach przeciwko rosnącej sile ligi, czyli Detroit Pistons. Porażka zakończyła pewien etap w historii ekipy z LA – Shaquille O’Neal został wytransferowany  bowiem do Miami Heat, a Kobe przedłużył kontrakt stając się jednocześnie samotnym liderem „jeziorowców”.

 

    Od sezonu 2004/05 Kobe Bryant nosił na swych plecach nie tylko numer #8 ale też wszelkie nadzieje klubu z Los Angeles. Będąc ofensywną ostoją drużyny, Bryant brał na siebie ciężar zdobywania punktów – coraz częściej pojawiały się jednak głosy, że Kobe stara się zbyt mocno i forsuje rzuty. Nie pomagały ciągnące się pozaboiskowe problemy oraz narastająca presja środowiska. Efektem tego był brak awansu drużyny do fazy Playoffs. Aby ratować drużynę i wspomóc mentalnie Kobego, do drużyny powrócił Phil Jackson, który przejął stery ponownie w sezonie 2005/06. Podczas tego sezonu na nogach Bryanta oraz na sklepowych półkach pojawił się też pierwszy sygnowany model tego zawodnika spod marki Nike. Zoom Kobe 1 to dziś jedna z najbardziej rozpoznawalnych koszykarskich sylwetek. Kobe reprezentujący barwy amerykańskiej marki od 2003 roku otrzymywał wcześniej wersje PE wybranych modeli, w tym reaktywowanej serii Huarache. Kwestią czasu było więc zaprezentowanie światu modelu dedykowanego gwiazdorowi Lakers.

 

 

 

 

    W ostatnim sezonie gry z numerem #8, Kobe wzniósł się na wyżyny strzeleckich możliwości. Zdobywał średnio 35.4 punktu na mecz, w tym minimum 40 punktów aż 27 razy! W samym styczniu 2006 roku Kobe osiągał średnio 43.4 punktu na mecz, a apogeum przyszło 22 stycznia.  Wtedy bowiem zawodnik Lakers przechylił szalę zwycięstwa w meczu z Toronto Raptors zdobywając 81 punktów, co stanowiło najwyższy wynik strzelecki w historii NBA.

 

   Strzeleckie szaleństwo Bryanta pomogło Lakers dotrzeć do fazy Playoffs, gdzie w pierwszej rundzie objęli prowadzenie 3 – 1 nad rywalami z Phoenix. Na nieszczęście dla Kobego, Suns zdołali odwrócić losy serii i doprowadzili do meczu numer siedem. Kobe osiągał w tej serii prawie 28 punktów na mecz a w przegranym game 6 zdobył aż 50 punktów.  Załamana drużyna Lakers nie zdołała zatrzymać rozpędzonych Suns, którzy ostatecznie wygrali decydujący siódmy mecz. Przed fazą Playoffs świat obiegła informacja o zmianie numeru przez Bryanta. Od sezonu 2006/07 Kobe miał powrócić do swojego starego numeru z czasów gry dla Lower Merion High School,  czyli do #24. Ówczesny numer meczowy, czyli ósemka, powstał ze zsumowania cyfr na koszulce meczowej z turnieju Adidas ABCD Camp. Można uznać, że zmieniając numer na 24, Kobe chciał odciąć się od dotychczasowej kariery i planował napisanie drugiej części swojej historii od nowa.

 

Następne rozgrywki niosły za sobą już tylko zmiany na lepsze. Po chwilowym kryzysie, którego finałem było zażądanie transferu z drużyny, Kobe w końcu odnalazł z drużyną wspólny język. Do ekipy z LA dołączył inny All Star – Hiszpański Center Pau Gasol. Tworząc nowy, solidny duet z jednym z najlepszych podkoszowych zawodników w lidze, Bryant poprowadził Lakersów do bilansu 57 – 25 i po raz pierwszy w karierze został wybranym MVP sezonu zasadniczego NBA. Dekorację na najlepszego zawodnika sezonu, Bryant poprzedził wygraną w czterech meczach przeciwko Denver Nuggets. Po odebraniu jedynej w jego karierze statuetki MVP, Lakers zmierzyli się przeciwko ekipie Utah Jazz, którą pokonali w sześciu spotkaniach. W finałach konferencji czekali na nich stali rywale z San Antonio, którzy jednak nie potrafili postawić należytego oporu i wyrwali drużynie Bryanta tylko jeden mecz. Kobe powrócił do gry o najwyższe laury a Lakers powrócili do finałów NBA. Jednak to nie był jeszcze czas na kolejną dekorację Bryanta. W wielkim finale triumfowali odwieczni rywale ekipy z LA – Boston Celtics. Wielka trójka z Bostonu w postaci Paula Pierce’a, Kevina Garnetta i Raya Allena okazała się zbyt silna i reprezentanci Bean Town pokonali Bryanta w sześciu meczach.

 

    Jednak to nie był koniec sportowych zmagań dla Kobego Bryanta. Nasz bohater został wybrany do tak zwanego „Redeem Teamu”, czyli reprezentacji USA, która miała przywrócić złoty medal Igrzysk Olimpijskich w ręce Amerykanów. Na turnieju Olimpijskim rozgrywanym w Pekinie, Kobe był zdecydowanym liderem reprezentacji, która nie przegrywając po drodze żadnego meczu powtórzyła sukces „Dream Teamu” sprzed lat. W wielkim finale, drużyna gwiazd NBA starła się z reprezentacją Hiszpanii, którą udało się pokonać po zaciętej końcówce, w której decydujący rzut za 3 z faulem trafił… Kobe Bryant. Podczas turnieju, Kobe promował najnowszy model od Nike Basketball – Hyperdunk. Obok wydanych w tym samym roku Nike Kobe IV (pierwszych butów Bryanta o niskiej cholewce) były to jedne z najbardziej innowacyjnych butów w owym czasie.

 

    Po dotkliwej porażce, jaką były finały NBA w 2008 roku, Lakersi zebrali się w sobie i postanowili poprawić zeszłoroczny wynik. Ekipa z LA zaczęła sezon od rekordu 21 zwycięstw i zaledwie trzech porażek. Ich świetna dyspozycja w sezonie regularnym poskutkowała pierwszym miejscem pod względem wygranych meczów w konferencji zachodniej. Kobe nie udało się zdobyć drugiej statuetki MVP sezonu, za to ponownie wygrał nagrodę dla najlepszego zawodnika Meczu Gwiazd. Lakers Ponownie dostali się do wielkiego finału, gdzie dosyć łatwo rozprawili się z ekipą Orlando Magic w pięciu meczach. Drużyna z LA powróciła na szczyt NBA a Kobe Bryant zdobył swoją pierwszą nagrodę MVP finałów. Żeby tego było mało, Lakers powtórzyli sukces z sezonu 2008/09 już rok później. Tym razem udało im się wziąć rewanż na rywalach z Bostonu, którzy jednak stawili bardzo ciężki opór. Aby wyłonić zwycięzcę, w serii potrzeba było aż siedmiu meczów. Game 7 z 2010 roku to jeden z najbrzydszych i jednocześnie najbardziej emocjonujących meczów w historii NBA a Kobe oddający piłkę w decydującej akcji do trafiającego za trzy Rona Artesta to akcja, która na zawsze zapisała się w annałach ligi. Kobe Bryant stał się w tym roku pięciokrotnym mistrzem NBA i dwukrotnym MVP finałów.

 

    Podczas próby obrony tytułu w sezonie 2010/11 Bryant ponownie został wybrany MVP Meczu Gwiazd – była to jego czwarta i ostatnia tego typu nagroda w karierze. Podczas gdy Lakers nieco zwolnili obroty i mieli wyraźne problemy z pokonywaniem drużyn z top 5 ligi, Kobe zaczął odczuwać pierwsze skutki długotrwałej gry pomimo nękających go kontuzji. Mimo to, Lakers znaleźli się na drugim miejscu w konferencji zachodniej i w pierwszej rundzie pokonali New Orleans Hornets 4 – 2. Następnie zaś doszło do niespodziewanej przez nikogo sensacji, kiedy to późniejsi mistrzowie ligi, Dallas Mavericks wygrali z Lakersami do zera w czterech meczach. Marzenia o kolejnym Three Peacie Bryanta legły w gruzach i jak się niedługo okazało – tytuł z 2010 roku okazał się ostatnim w karierze Kobego. Przed rozpoczęciem skróconego przez lockout sezonu 2011/12, Kobe udał się do Niemiec na specjalistyczny zabieg mający na celu wydłużyć żywotność jego kolan. Najwyraźniej operacja była udana, gdyż Kobe wyglądał na tak samo skutecznego jak wcześniej w karierze. W pewnym momencie sezonu zaliczył nawet cztery kolejne mecze z minimum 40 punktami na koncie. Niestety, im dalej Lakers brnęli w sezon regularny, tym bardziej we znaki dawała się długa kariera Bryanta, który zmagał się z kontuzjami nadgarstka, piszczela i nosa. Lakers weszli do fazy Playoffs dopiero z trzeciego miejsca a do pokonania Denver Nuggets potrzebowali aż siedmiu spotkań. W drugiej rundzie Lakers ponownie zmierzyli się z przyszłym finalistą NBA. Ponownie też zostali przez nich odesłani do domu – tym w razem w pięciu meczach policzyli się z nimi Oklahoma City Thunder. Po sezonie, Kobe po raz ostatni w karierze wziął udział w Igrzyskach Olimpijskich. Jadąc do Londynu, jako kapitan drużyny, Bryant ponownie był jedną z najważniejszych postaci drużyny USA a Amerykanie ponownie sięgnęli po Olimpijskie złoto po zaciętym finale przeciwko Hiszpanom.

 

    Przed sezonem 2012/13 do drużyny z LA dołączyli Steve Nash oraz Dwight Howard. W połączeniu z Kobe, gwiazdorski tercet miał przynieść kolejne mistrzostwo dla ekipy Lakersów. Niestety, w trakcie sezonu szybko okazało się, że nie będzie to takie łatwe. Steve Nash przez cały sezon borykał się z kontuzją pleców, natomiast Dwight Howard ewidentnie nie mógł znaleźć z Bryantem wspólnego języka – między koszykarzami dochodziło wręcz do zaciętych utarczek słownych. Kobe wrócił do punktu wyjścia sprzed dwóch ostatnich mistrzostw i ponownie musiał stać się samotnym liderem drużyny. Przez pierwsze 42 mecze sezonu, Bryant był królem strzelców NBA, natomiast nowy trener drużyny, Mike D’Antoni uczynił z Bryanta zawodnika broniącego najlepszych koszykarz rywali. Szaleńcza pogoń Bryanta za awansem do fazy Playoffs była jednak tragiczna w skutkach dla jego dalszej kariery. W ostatnim meczu sezonu regularnego, Lakers stali przed szansą awansu do Playoffów. Za zadanie mieli tylko pokonać drużynę Golden State Warriors. Kobe Bryant wspiął się w tym meczu na wyżyny swoich możliwości i pomimo kilkukrotnego podkręcenia kostki i zbicia kolana, akcja w akcję dostawał się pod kosz i wymuszał faule. Wreszcie, przy jednej z tego typu zagrywek, Bryant upadł i złapał się za okolice swojego lewego stawu skokowego. Pomimo ewidentnej kontuzji, Kobe został na boisku i trafił oba rzuty osobiste. Jak się później okazało, wygrany mecz i awans do PO przypłacił zerwanym ścięgnem Achillesa – kontuzja ta wykluczyła go z gry na prawie rok. Od tego też czasu, na sygnowanych butach Kobego pojawiają się charakterystyczne szwy, które symbolizują ten dramatyczny moment w karierze Bryanta.

 

    Bryant powrócił do gry w 17 grudnia 2013 roku, jednak był to jeden z najciemniejszych okresów w historii LA Lakers. Nękani kontuzjami „Jeziorowcy” nie byli w stanie zapewnić swojej gwieździe odpowiedniego wsparcia, przez co sam powracający do formy Kobe niedługo po powrocie znów musiał wrócić do ośrodków rehabilitacyjnych. Pomimo rozegrania zaledwie kilku meczów w sezonie 2013/14, fani wybrali Bryanta do pierwszej piątki ówczesnego Meczu Gwiazd. Niestety, ze względu na kontuzję kolana, Czarna Mamba musiał odpuścić także i ten mecz. Bryant powrócił do gry na dwa ostatnie sezony w NBA, w trakcie których był najlepiej zarabiającym zawodnikiem w lidze – był to niejaki ukłon ze strony Lakersów wobec swojej legendarnej gwiazdy. W trakcie rozgrywek 2014/15 Bryant stał się trzecim strzelcem w historii ligi – prześcignął Michaela Jordana 14 grudnia 2014 roku w meczu przeciwko Minnesota Timberwolves. W styczniu Bryant doznał kolejnej bolesnej kontuzji i zerwał rotator prawego barku. Kobe dokończył mecz i mimo bólu używał głównie lewej ręki. Niestety, po kilku gorszych spotkaniach, Lakers i Bryant podjęli decyzję o wysłaniu Kobego na kończący jego sezon zabieg uszkodzonego barku.

 

    Sezon 2015/16 to swoiste pożegnalne tournée Bryanta po NBA. Każdy z 82 meczów sezonu regularnego był meczem domowym dla ekipy LA Lakers a sam Kobe słyszał okrzyki MVP z trybun każdej z 30 drużyn NBA. Podchodząc do pierwszego z meczów tego sezonu, Kobe pobił rekord należący wcześniej do Johna Stocktona. Bryant rozegrał 20 sezonów dla jednej drużyny – wcześniejszy rekord wynosił 19. Kobe został też wybrany do swojego ostatniego meczu gwiazd. Zawodnicy z drużyny zachodu zaproponowali gwieździe LA Lakers, że każdy rzut może być jego i że chętnie pomogą mu zdobyć piątą statuetkę MVP meczu gwiazd, jednak Bryant odmówił. Lakers zakończyli sezon z najgorszym bilansem w historii drużyny, wygrywając zaledwie 17 meczów. Ostatni mecz Bryanta był jednak jednym z siedemnastu zwycięstw. Zmęczony i poobijany dwudziestoma sezonami w NBA, Kobe Bryant po raz ostatni w karierze wspiął się na wyżyny swoich możliwości i pożegnał się z ligą zdobywając 60 punktów. Końcówka meczu była bardzo zacięta a rywale z Utah wcale nie odpuszczali – gdyby wygrali mecz przeciwko Lakers, zakwalifikowaliby się do fazy Playoffs. Tej nocy jednak nic nie mogło wejść w drogę jednemu z najlepszych koszykarzy w historii. Bryant całkowicie zdominował końcówkę spotkania. „Mamba Out” to ostatnie słowa jakie Kobe wypowiedział do publiczności jako koszykarz LA Lakers. Chwilę później, Czarna Mamba opuścił parkiet w towarzystwie żony i swoich córek udając się na zasłużoną emeryturę. Kobe Bryant zakończył karierę jako historyczny król strzelców i przechwytów drużyny z LA. Bryant jest też obecnie czwartym najlepszym strzelcem w historii NBA.

 

    Po zakończeniu kariery koszykarskiej, Kobe stał się międzynarodowym ambasadorem FIBA. Spieniężył też udziały w marce Body Armour – zainwestowane przed laty 6 milionów dolarów są warte obecnie około 200 milionów dolarów. Bryant stał się też trenerem dla drużyny, w której grała jego córka Gianna. Niestety, spokojna emerytura została brutalnie przerwana 26 stycznia 2020 roku. Tego dnia doszło do katastrofy śmigłowca, którym Kobe oraz jego córka Gianna lecieli na mecz Gianny. Wypadku nikt nie przeżył a cały świat sportu pogrążył się w żałobie. Liga NBA uhonorowała pośmiertnie Bryanta, nazywając jego imieniem nagrodę MVP meczu gwiazd. Kobe Bryant pozostawił po sobie tysiące highlightów, które na przemian wzruszają, motywują i napełniają niedowierzaniem, że wszystkich tych rzeczy dokonał zawzięty chłopak z Pensylwanii. Jego inspirujące cytaty zachęcają młodych adeptów koszykówki do ciężkiej pracy, a historie związane z etyką pracy Kobego stanowią gwarant, tego, że pamięć o Nim nie przeminie. Dziś, mamy do Was tylko jedną prośbę – obejrzyjcie kompilację najlepszych zagrań Kobego i wspólnie z nami powspominajcie jego geniusz. Mamba Out.

 

 

 

Obuwie Nike Mamba Fury znajdziesz TUTAJ

Kolekcja Nike Mamba znajdziesz TUTAJ


 

Tekst: Rafał Draganowski Junior Brand Manager SklepKoszykarza.pl

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Pozostałe informacje

14 Urodziny KICKS Store!

Przyjdź i świetuj razem z nami!

2020-09-24 13:09:55 Więcej...

SK ERGO Arena 3 x 3 Court

Weź udział w treningach z "Kacpą"!

2020-09-21 15:26:38 Więcej...

Zobacz fotorelację z sesji SK!

Wyjątkowa kolekcja dla kobiet na wyciągniecie ręki!

2020-09-02 15:18:06 Więcej...

Nike Zoom Freak 2

Nowy model Giannisa Antetokounmpo!

2020-08-10 13:45:53 Więcej...